Uwaga!



Powyższa strona może zawierać treści erotyczne, wulgarne lub obraźliwe, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Czy jesteś osobą pełnoletnią i chcesz świadomie i dobrowolnie zapoznać się z treścią powyższej strony?




    Nie     - wybór tej opcji spowoduje opuszczenie strony.

Tak, ale chcę otrzymywać ostrzeżenia - wybór tej opcji spowoduje przejście do strony i kolejne ostrzeżenia w wypadku podobnych stron.

Tak, ale nie chcę otrzymywać ostrzeżeń - wybór tej opcji spowoduje zapamiętanie Twojej zgody dla innych stron i nie będziesz otrzymywać tego ostrzeżenia.

Kategoria

Sprawy bieżące


Spieszmy się kochać ludzi.
01 listopada 2021, 17:15

Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą.

Ten cytat przyświeca każdemu z nas, kiedy tracimy bliską nam osobę.

Święto Zmarłych. To dzień symobliczny. Ten, w którym czcimy naszych zmarłych, udajemy się na cmentarze, czuwamy, wspominamy. A może nie?

Mnie to święto przypomina trochę walentynki. Czy to nie jest tak, że o naszych zmarłych powinniśmy pamiętać zawsze? Czy to nie jest tak, że cmentarze powinniśmy odwiedzać częściej? Czy to nie jest tak, że katolicy w modlitwie częściej powinni modlić się za swoich bliskich, którzy odeszli? Ano niby jest.

Tymczasem dla mnie Święto Zmarłych powoli staje się tak samo komercyjnym świętem jak walentynki. Wtedy gromadzą się ludzie na cmentarzach, kupują znicze i kwiaty na pokaz. Zupełnie tak, jak zakochani, którzy właśnie 14 lutego "pokazują" jak się kochają i dopiero wtedy znajdują super rozwiązania, jak wspólnie można spędzić czas. Dzisiaj ludzie stroją się na 1-listopadową ceremonię tak, żeby ciotka Halina widziała, że się powodzi. Na cmentarzu komunalnym w moim mieście niemal festyn. Baloniki, lody, frytki, bigos. Normalnie loterii brakuje... A gdzie w tym wszystkim zmarli?! Bliscy?

 

W to Święto Zmarłych pomieszkuję u znajomej i jej rodziny. Sama udałam się na grób bliskich wcześniej. Posprzątałam, postawiłam kwiaty, zapaliłam światełko. Ale z drugiej strony nie bylo to mocno dziwne. Wpadam tam raz na tydzień czy dwa. Nie jestem wierząca, jednakże mimo to, dla mnie to dzień symboliczny, ale nie odczuwam potrzeby jechać na cmentarz i wśród tłumów uczestniczyć w obrządku, który stanowi dla mnie jedynie część tej komercyjnej pokazówki. Groby wolę celebrować samotnie. Rodzina mojej znajomej zaś swoje groby też ogarnęła wcześniej. A 1 listopada każdy z nich ten dzień spędza osobno. Matka z dziećmi swoje groby, ojciec z rodzeństwem swoje. Każdy Msza osobno. Cały dzień osobno. Ojcu przykro, że jego dzieci poszły na Mszę do drugich dziadków na cmentarz. Czy jego rodzice są gorsi? Matka zaś stanowcza i władcza, toteż dzieci posłusznie jadą z nią do jej rodziców na groby. Obiad wszyscy zjedzą zatem osobno. Matka i dzieci przepadły na cały dzień. Ojciec spędza go z siostrą.

Zastanawiam się, czy jednak takiego dnia nie powinniśmy spędzać z bliskimi wspólnie wspominając zmarłych i jednocześnie cieszyć się obecnością tych, którzy jeszcze z nami są? Dlaczego nie można iśc na Mszę wspólnie do zupełnie niezależnego kościoła, a potem razem, rodzinnie odwiedzić groby? Dlaczego musimy się licytować tym, u których zmarłych na cmentarzu będziemy celebrować ten dzień, aby ktoś jednocześnie czuł, że jego bliscy zmarli są gorsi...?

 

Wasi zmarli nie obrażą się, jak nie weźmiecie udziału w tej komercyjnej szopce na cmentarzu. Nie będzie im przykro jeśli pomodlicie się na Mszy w innym miejscu, aby poźniej zmówić krótką modlitwę u nich wieczorem. Bóg nie jest bardziej tam, gdzie Msza. Jest wszędzie. I tak - mówi Wam to osoba niewierząca, ale taka, która niegdyś była bardzo bliska wiary.

 

Moim zdaniem symbolika tego dnia i tradycja, jaką ten dzień niesie, już dawno się zachwiały. Czcijmy w ten dzień zmarłych, ale róbmy to wspólnie z bliskimi, którzy jeszcze z nami są. Spieszmy sie kochać ludzi. Tak szybko odchodzą...